Kraina czternastu stawów, czyli Perehod w Poleskim Parku Narodowym

02:37



W Polsce mamy tylko trzy Parki Narodowe chroniące ekosystemy wodno-torfowe. Szczęśliwie jeden z nich, Poleski Park Narodowy, jest raptem około godziny drogi od Lublina. Cisza, ptaki, zieleń, woda, bagna i jeszcze więcej wody, i jeszcze więcej ptaków - czego chcieć więcej? Tym bardziej, że szlaki nie są mocno oblegane przez turystów!

Odwiedzając Park możemy przespacerować się pięcioma specjalnie przygotowanymi ścieżkami przyrodniczymi: pieszymi "Dąb Dominik", "Spławy", "Obóz Powstańczy", "Perehod" oraz rowerowej "Mietiułka". Są zróżnicowane pod względem długości oraz krajobrazu, a także dobrze oznakowane i ciekawie opisane na przydrożnych tablicach informacyjnych. Na pobliskich parkingach znajduje się natomiast czytelna i przejrzysta mapa zarówno samej ścieżki jak i całego parku - na dłuższe wyprawy polecamy zrobić jej zdjęcie telefonem. Lub też zaopatrzyć się we własną papierową mapę turystyczną np. w Ośrodku Muzealno Dydaktycznym PPN w Urszulinie

Wcześniej byliśmy już na pieszej wycieczce przez Obóz Powstańczy, Wólkę Wytycką i Mietiułkę (TUTAJ). Dziś na cel wzięliśmy stawy Perehodu dedykowane szczególnie ornitologom i miłośnikom wszelkiego ptactwa.

Żeby dotrzeć na parking samochodowy najbliższy trasie musimy wytężyć nieco wzrok i uwagę. Jadąc od strony Sosnowicy, po wjechaniu do Pieszowoli mijamy po prawej stronie zielony przystanek autobusowy (my zauważyliśmy tylko ten po lewej stronie). Zaraz za drugim przystankiem po prawej stronie będzie niepozorna, wąska droga polna wyglądająca bardziej jak podjazd do schowanego w głębi domu - w nią wjeżdżamy. Po około kilometrze będziemy na miejscu.

Przebieg trasy: ścieżka przyrodnicza Perehod

Dystans: 6,24 km

Czas: 1h 38min marszu bez postoju, z dłuższymi postojami w punktach widokowych wyszło ok. godzinę dłużej.

Tak Perehod wygląda na mapie PPN

A tak na Endomondo

Wejście na ścieżkę jest płatne. Bilet można kupić zawsze w Ośrodku w Urszulinie, czasem przy samym parkingu, jeśli akurat stoi "mobilny punkt opłat". Najwygodniej jest jednak przelać wcześniej należność na konto bankowe PPN i w razie kontroli mieć przy sobie wydrukowane potwierdzenie przelewu.

Początkowo trasa jest raczej niepozorna. Widać co prawda, że w krzaki lepiej nie iść na siku... no chyba że w woderach i bez kucania. Ale staw jak na razie raczej ginie w zieleni. Ot trochę wody z szuwarami, trochę drzew i łąk, piękne fioletowe wrzosowisko  przy trzecim przystanku informacyjnym oraz dużo maleńkich zielonych żabek uciekających spod nóg. Na drodze szybko śmiga coś podobnego do dużej czarnej kuny i wpada z impetem w podmokłe krzaki. Jakiś latający bzyk z uporem maniaka próbuje zaatakować dziurkę w uchu i za nic nie chce się spłoszyć. Drzewa szumią i śpiewają. Trawy bzyczą. Żabki dalej uciekają. Taka tam spokojna sielanka.

Perehod w PPN, widok na staw Graniczny

Perehod w PPN, wrzosy na wrzosowisku

W okolicy czwartego przystanku informacyjnego wyłania się zza drzew dość niespodziewanie, za to w całej krasie staw Dziki. A zaraz potem zauważamy kierunkowskaz na pierwszą wieżę widokową i schron do obserwacji ptaków - na to czekaliśmy! Widok z góry (a nie zza przybrzeżnej roślinności), na wodę i ptaki. Podobno w Parku występuje ich około 200 różnych gatunków. Zaopatrzeni w lornetkę oraz wiedzę z tablicy o różnicach między kaczką grążycą a kaczką właściwą staraliśmy się zgadywać która jest która na podstawie tego, jak wysoko nad wodę wystawały im kuperki. Ciekawostka: w schronie obserwacyjnym z najniższego okienka można dostrzec wiszące gniazdo ptaka. Niestety nie pamiętam jakiego...

Perehod w PPN, widok na staw Dziki

Perehod w PPN, widok na staw Dziki

Perehod w PPN, schron do obserwacji ptaków

Dalsza część trasy prowadzi groblą wzdłuż Stawu Dziki. Przybrzeżne szuwary miejscami znów przerastają nas o głowę, żabki poznane zaraz na początku nieustannie kręcą się między nogami, a kolejna tablica informacyjna przedstawia nam Rycyka oraz Kszyka... i tutaj zdajemy sobie sprawę, że ornitolodzy z nas marni, więc zostaniemy przy odróżnianiu kaczki od łabędzia ;) Dalej, przy Dużej Zośce wchodzimy w las - grąd kontynentalny, o którym szerzej opowie nam kolejna tablica informacyjna. Jeśli przyjrzycie się uważnie mapie szlaku, to zauważycie, że przy tej okazji można wydłużyć sobie trochę wycieczkę obchodząc dookoła kolejny staw - Dolny Horyszcz i następnie wrócić w to samo miejsce. My tego wtedy nie zauważyliśmy i już bez dłuższych przystanków dotarliśmy do drugiej wieży widokowej.

Perehod w PPN, studzienka przy Dużej Zośce

Tutaj zrobiliśmy sobie przerwę na drugie śniadanie w pięknej scenerii. Wiecie czego możecie użyć do wymieszania i zjedzenia sałatki jeśli zapomnieliście z domu sztućców? Oczywiście patyczków! Obdarte z kory na szczęście nie zmieniły smaku, choć z bliska pachniały intensywnie ;)

Gdzieś między próbą nabicia kawałka sałaty na patyczek, a złapania go jak chińskimi pałeczkami byliśmy świadkami zabawnej sceny, która uświadomiła nam kto jest niekwestionowanym królem okolicy. Na mieliźnie od 10 minut spokojnie stało sobie kilka chyba-czapli. A niedaleko nich pływał sobie duży, biały, samotny łabądź. Pływał, podpływał, czaił się, znów podpływał aż w końcu zdecydował. On chce koniecznie stanąć na tym wzniesieniu co jedna z chyba-czapli. Podpłynął do niej, nastroszył się, rozpostarł skrzydła i nawet nie musiał długo czekać na efekty. Przeganiana chyba-czapla oddaliła się w pośpiechu, a pozostałe... odsunęły się trzy kroki coby nie przeszkadzać, odwróciły głowy w drugą stronę i udawały, że nic nie widzą. Dumny łabądź usadowił się na miejscu, zakręcił szyją, podrapał pod skrzydłem, po czym uznał, że chyba jednak nie jest tak wygodnie jak myślał i spokojnie odpłynął.

Poza tym jednym incydentem staw emanował spokojem. Do tego stopnia, że niektóre ptaki zajmujące strategiczne miejsca na wystających gałęziach lub mieliznach oraz zaopatrzone w iście kocią cierpliwość nie zmieniły swojej pozycji przez całe 20 - 30 minut.

Perehod w PPN, widok na staw Pyrhów

Perehod w PPN, widok na staw Duża Zośka

Opuszczając wieżę widokową kierujemy się już z powrotem na parking, wciąż mijając kolejne stawy. Trochę zaskoczył nas ich stopień zarośnięcia. Niektórych prawie w ogóle nie było widać spod roślinności - np. obserwowany z wieży widokowej Pyrchów wyglądał jak duża kałuża na zielonej łące. Zdecydowanie nie chciałabym zgubić się w tej okolicy poza ścieżką. Ogólne wrażenie jest jednak niesamowite.

Podsumowując spacer po Perehodzie - jest to świetny sposób na spędzenie 2-3 godzin w ruchu na świeżym powietrzu. Zarówno na romantyczny wypad z drugą połówką, jak i rodzinną wyprawę z dzieciakami. Koniecznie z lornetką!

Jest niedługo (chyba, że gdzieś się na dłużej rozsiądziemy) i niemęcząco, za to w pięknej, różnorodnej scenerii oraz edukacyjnie - informacje z tablic można wykorzystać w terenie próbując rozpoznać przedstawione ptaki na żywo, ot choćby kaczkę grążycę i kaczkę właściwą. Nie zwróciłam co prawda uwagi na drogę pod kątem prowadzenia wózka dziecięcego, ale wydaje mi się, że nie powinno być źle, profil trasy jest stosunkowo płaski, a ścieżka dobrze wydeptana.

Perehod w PPN, widok na staw Podgrusze

Perehod w PPN, widok na staw Piskornik

Już wspominałam w poście z ubiegłego roku, że Poleski Park Narodowy wydaje mi się niedoceniany turystycznie. Tym razem również się nad tym zastanawiałam...

Z jednej strony jest to zupełnie inny wymiar piękna niż w górach, gdzie podziwiając potężne szczyty czujemy się tacy mali i niepozorni wobec tego co może stworzyć natura. Tutaj nie ma skalnych masywów, szerokich horyzontów, nie spacerujemy w przelewających się między szczytami chmurach i nie czujemy dreszczyku emocji, gdy stopa obsunie się z kamienia, bo dwa kroki dalej jest przepaść, a jedyna droga pomocy to śmigłowiec. Z drugiej strony jednak jesteśmy otuleni lasem i mokradłami, z dala od ulic, blisko ogromnej ilości ptaków, żab, drobnych zwierząt przemykających po gałęziach. Nie czujemy się mali wobec natury - ale czujemy się jej częścią. Jest spokojnie, bezpiecznie i błogo. No... chyba, że zbliża się zmrok, trawy zaczynają tupać i warczeć, a do parkingu daleko ;)

Po uświadomieniu sobie tych dwóch różnych wymiarów piękna - górskich i nie-górskich - nasza okoliczna, swojska przyroda zaczyna nabierać coraz większego uroku, a początkowe "bez szału" powoli zmienia się w zachwyt.

Co Wy o tym myślicie? Często odwiedzacie okoliczne Parki Narodowe? Jakie były Wasze pierwsze wrażenia, a jakie kolejne? No i jak podoba się Wam pomysł na spędzenie wolnego czasu na Perehodzie? Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzu!


Jeśli chcesz wiedzieć więcej:
> O trasie ( + świetne uzupełnienie do przystanków edukacyjnych) zajrzyj TUTAJ

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Piękne widoki, na prawdę można w takim miejscu wypocząć. Świetne zdjęcia, nie napawają pozytywnym nastawieniem do faktu, że my niestety już po urlopie... Zadziwił mnie jednak fakt waszych wojaży pieszo, a nie rowerem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jakoś tak wyszło, że w wakacje w zasadzie bardzo mało jeździliśmy na rowerze - jakby na przekór planom jeszcze z czerwca... :/ Głównie były to wycieczki piesze, ale mamy też za sobą 140km rowerem po Poleskim Parku Narodowym. I wszystko czeka na dokończenie... Systematyczność jest niestety jak na razie moją słabą stroną - tym słabszą im więcej się dzieje :( Ale teraz już wakacyjna skarbonka świeci pustkami, więc nic nie będzie mnie rozpraszać ;)

      Podziwiam, że Tobie tak świetnie idzie harmonogram wpisów! :)
      A co do urlopu - taki wypad potrzebuje raptem jednego wolnego dnia w pracy ;)

      Usuń
  2. Przepiękne widoki, uwielbiam takie krajobrazy achhh... mój klimat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Cieszę się, że Ci się podoba :)

      Usuń
  3. Lubię takie miejsca ;) DO lublina mam raczej daleko, ale warto zapamiętac na przyszłośc! :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie byłam w tej części kraju ale chciałabym tam pojechać - zresztą moim marzeniem jest odwiedzenie wszystkich Parków Narodowych w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I my mamy taki sam plan na wszystkie parki :) Zbieramy przypinki i pocztówki z tych już odwiedzonych, a ostatnio mamy fazę również na magnesy na lodówkę ;)

      Usuń
  5. Jestem dopiero na samym początku poznawania uroków Polski wschodniej. W przyszłym roku planuję kolejną kilkudniową wyprawę rowerową w okolice Lublina. Zastanawiam się czy Łęczna będzie dobrym punktem wypadowym. Program wyprawy bogaty: Kozłówka, Kock, Sobibór, Chełm. Na Poleski Park Narodowy zostawiłem sobie jeden etap. Zobaczymy co z tych planów wyniknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łęczna na pewno będzie lepszą bazą niż nasz Lublin ;)

      Jeśli masz samochód z bagażnikiem i planujesz dojeżdżać każdego dnia w kolejną okolicę, to Łęczna wydaje się optymalnym miejscem pośrodku poszczególnych punktów... Aczkolwiek osobiście chyba jednak wybrałabym na taką bazę coś bliżej jednego z punktów docelowych, żeby nie wszędzie musieć dojeżdżać.

      Ostatnio zrobiliśmy sobie weekendową bazę w Białce koło Parczewa - stamtąd od razu na rowery i jednego dnia przejechaliśmy dookoła Poleski Park Narodowy, a drugiego Lasy Parczewskie (piękne, asfaltowe, bezsamochodowe, ale miejscami jest problem z oznakowaniem szlaków :( ) - relacja w przygotowaniu.
      Gdybyśmy mieli jeszcze kilka dni, to wtedy dopiero w samochód i w niecałą godzinę dojeżdżamy do Kozłówki lub Sobiboru, a Kock oraz Chełm jest niewiele dalej.

      Może rozważ taką bazę? ;) Chyba, że planujesz trasę liniową i nocleg po kolei w kolejnych punktach?

      Usuń
    2. Nie mam samochodu, więc w grę wchodzi jedynie jazda rowerem. Dystanse nie wydaja się być zbyt długie, więc powinienem dać radę. Łęczna jest trochę na uboczu a jednocześnie w miarę blisko wszystkich miejsc, które chce zobaczyć. Muszę jedynie sprawdzić jak tam jest z bazą noclegową.

      Usuń

Ostatnie Posty