Bieszczady na średnio-aktywnie - dzień 1 - Solina i Tama

04:42


Bieszczady po raz pierwszy. Bieszczady na 4 dni. Bieszczady z ambitnym planem. Bieszczady ze świadomością, że wyjść może różnie. A w rzeczywistości wyszedł nam plan pobytu dla średnio-aktywnych, czyli trochę tego, trochę tamtego.

Mapy
Przed podróżą nie posiadaliśmy jeszcze dużej mapy turystycznej, a zależało nam przynajmniej na takiej poglądowej ze szlakami i punktami turystycznymi, jakich wiele często można spotkać stojących choćby przy wejściu na teren parków. W internecie na szczęście nie było o taką trudno. Po wpisaniu w wyszukiwarkę  nazwy parku i "mapa" wyskakiwały niemal od razu takie "czytelne wszystko w jednym", czyli szlaki z naniesionymi punktami widokowymi, ścieżkami przyrodniczymi, rezerwatami przyrody, ciekawymi obiektami, szczytami, czy miejscowościami. Map mieliśmy trzy: Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, Parku Krajobrazowego Doliny Sanu i Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Przydała nam się ostatecznie tylko jedna.

Zakwaterowanie
Pokój wynajęliśmy w Myczkowie i to hen-hen od początku miejscowości, czyli... wszędzie daleko ;) O czym wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, no ale cóż - tak to czasem bywa jak się jedzie pierwszy raz i do tego szuka się noclegu na ostatnią chwilę. Po czasie polecamy Myczków osobom zmotoryzowanym, które myśl o dojeżdżaniu na plażę samochodem nie przyprawia o prewencyjny ból głowy. Ewentualnie takim, które lubią długie spacery zanim zanurzą się w wodzie. Myczków, tam gdzie byliśmy, jest cichy i spokojny, po ulicach nie chodzą tłumy ludzi i nie jeżdżą ciągi samochodów, a dookoła biegnie sporo ścieżek spacerowo-rekreacyjnych. Dom na mapie znajduje się niby blisko wody, a jednak do najbliższego kąpieliska (w Polańczyku) jest pieszo ok. 40-60 minut drogi. Kąpać poza kąpieliskiem raczej się nie da - jezioro powstało poprzez zalanie wodą zboczy górskich, więc brzeg nie-kąpieliskowy jest stromy, zachwaszczony, zamulony i niezachęcający do opalania się czy pływania. Wybierając się natomiast samochodem w kierunku Bieszczadzkiego Parku Narodowego, konkretnie do Ustrzyk, trzeba poświęcić jakąś godzinę. Nie odwiedziliśmy co prawda parków krajobrazowych, jednak i tam subiektywnie najkorzystniej byłoby podjechać samochodem i dopiero zacząć wędrówki. Samo piesze dotarcie do granicy mogłoby zając min. ok. 1.5-2h.
Reasumując - spokojnie ale wszędzie kawałek.


Dzień pierwszy - Solina
Tak naprawdę zwiedzanie Soliny podzieliło nam się na dwa dni: pierwszy i ostatni. Wszystko można by jednak zmieścić w jednym dniu, gdyby nie upał, burza i rezerwacje...
Po przyjeździe, gdy tylko wytoczyliśmy się z klimatyzowanego auta dopadły nas ponad trzydziestostopniowe tropiki skutecznie zabijając chęć jakiejkolwiek aktywności. Nawet w pokoju ledwo dało się oddychać. Solinę i tamę na jeziorze odwiedziliśmy dopiero późnym popołudniem. Na miejscu okazało się, że można zwiedzić również wnętrze budowli ale po uprzedniej rezerwacji miejsc. Widokami i spacerem nie cieszyliśmy się długo. Z powrotem do domu wygoniły nas zbliżające się złowrogie pomruki grzmotów i pierwsze pojedyncze krople deszczu. Ostatniego dnia przed wyjazdem odwiedziliśmy Solinę raz jeszcze by wejść do wnętrza tamy i kupić pamiątki na kolorowych straganach. Poniżej zdjęcia znad jeziora w Solinie w klimacie czarno-białym z odcieniem czerwieni. Zdjęć z wycieczki po wnętrzu niestety nie ma - ich robienie zostało kategorycznie zabronione z uwagi na to, że budowla jest punktem strategicznym chronionym przez państwo. Ale wybrać się naprawdę warto! Jeśli widoki z zewnątrz są zachwycające, to te wewnątrz są jeszcze lepsze :)













You Might Also Like

0 komentarze

Ostatnie Posty